piątek, 19 lipca 2013

Wycieczki wakacyjne ;)

Dziś post o braku twórczości, a raczej o miejscach, dzięki którym wena we mnie kiełkuje ;) Ostatnio mam ogromne parcie na zamykanie wszystkiego w słoikach. Wekuje wszystko co się da! Na razie mam zachomikowane słoiczki z miodem z mniszka lekarskiego, dżemy z czerwonej i czarnej porzeczki. Dwa dni temu miałam ogromną ochotę na jagody, ale nie na jedzenie ich, tylko zbieranie :P Po prostu mój organizm przyzwyczajony jest, że co roku jestem na wsi i zbieram tam dzień w dzień jagody! A z nich ciocia wyczarowuje jagodzianki, pierożki i inne cuda. Tym razem niestety musiałam zadowolić się "miastowymi" leśnymi jagodami. Zabrałam więc Bigosa i udaliśmy się na jagodobranie ;) Z początku Bigos czerpał radość z wolności jaką mu dano, później jednak doszedł do wniosku, że sprawdzi co ta Pani takiego dobrego zbiera z tych krzaków. I tak oto mój mądry piesek obżerał mi krzaczki z jagód, a później wyjadał je z koszyka ;)
Popatrzcie, jak po jagodobraniu wyglądał mój pomocnik.


Najpierw musiałam "obrać" go z pajęczyn i ogromnej ilości rzepów, dopiero później zabrałam się za przetwarzanie moich 2kg jagód, z których powstały konfitury. Wiecie..wyprowadzam się od mamusi we wrześniu, stanę się żoną, więc muszę dbać o zdrowe zimowe zapasy ;) Za to mój narzeczony pęka ze śmiechu. Dziś na przykład pochwaliłam się, że dostałam od sąsiadki ooogromne ilości mięty, i usłyszałam w słuchawce "Skarbie i co z nich zrobisz, dżem?" - wiele się nie pomylił. Powstanie z niej syrop miętowy i miętowo-jabłkowy, choć na początku w zamyśle miałam zasuszenie jej na późniejsze parzenie herbaty.

No dobrze, na dzień dzisiejszy nie zrobiłam już nic "słoikowego", mam natomiast na swoim koncie wycieczki - oczywiście z przygodami, a jak by inaczej. Jakiś czas temu zabrałam Młodego (brata) i Bigosa na wycieczkę do Karsiborza (wieś na jednej z wysp, na których leży Świnoujście). Wycieczka miała na celu zwiedzenie ostoi ptaków. Zostawiliśmy samochód na parkingu i ruszyliśmy na łono natury :)





Doszliśmy do wieży widokowej.

 I postanowiliśmy pójść dalej, szlakiem podróżników ;) Mijaliśmy konie na łące..


..i krowy..

 które jak tylko zobaczyły Bigosa, zaczęły biec w naszą stronę!


Tak oto szliśmy, w iście wiejskiej atmosferze..szliśmy, i szliśmy...i szliśmy już 2 godzinę dość wartkim tempem a droga ciągnęła się hen daleko. Bigosowi łapy odmówiły posłuszeństwa, położył się i zaprotestował. Nałożyłam więc swoją koszulkę na jego czarny łepek, żeby nie dostał udaru słonecznego, wzięłam go na ręce i szliśmy dalej w naszą wędrówkę.
Tak wyglądał mój dzielny komandos ;)


Trochę się zgubiliśmy na tej naszej wyprawie..szliśmy przez chaszcze, i po 3 godzinach doszliśmy do cywilizacji :D Zafundowałam chłopakom taką wyprawę, że stwierdzili (przynajmniej mój brat, ale sądzę, że i pies się pod tym podpisze), że nigdzie więcej ze mną nie idą, jeśli ja mam to organizować :D
Dziś natomiast, brat zrewanżował się i zabrał mnie na wycieczkę rowerową do Niemiec do Kamminke. Nie zgubiliśmy się nigdzie - chociaż lepiej w cywilizacji niż w buszu ;) Ja natomiast zakochałam się w tej małej mieścince. Domki pokryte strzechą, z okiennicami - typowo wiejskie, uliczki wąskie wybrukowane, górki, i niesamowite widoki na pola, łąki i lasy ;) To jest to, co lubię najbardziej! Niestety nie wzięłam ze sobą aparatu, ale nie mogłam powstrzymać się, od zrobienia telefonem foty domku, który mógł by być mój - ojjjj mógł by ;)



i dorzucę jeszcze zdjęcie starego młyna


Tak sobie właśnie bumeluje, a twórczość moja stoi w miejscu. Zrobionych mam wiele rzeczy, ale muszę je sfotografować, żeby móc Wam pokazać.
Teraz już kończę. Życzę spokojnego i słonecznego dzisiejszego dnia - gdyż już po 12 ;) oraz dobrej nocy i kolorowych snów!

A.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz