niedziela, 11 sierpnia 2013

A'la metal

Dziś, po długiej nieobecności chciałabym króciutko przedstawić nową zajawkę ;) Biżuteria z modeliny a'la stary metal. Długo pisać nie będę bo i kto ma czas na czytanie tego w wakacje, więc popatrzcie.

Pierwsza, broszka - w kolorze czarnym przecierana miedzią


A tutaj dwie broszki - bluszcze - jedna z nich z przecierkami "zielonego złota", druga bez żadnych przecierek








Na razie w kolekcji bluszczowej jest tylko broszka i bransoletka, natomiast kolczyki czekają na swoje wykończenie ;)

Rzadko tu jestem ponieważ coraz bliżej do wesela! Na szczecie prawie wszystko dopięte na ostatni guzik ;) Chyba najbardziej z tego wszystkiego stresują się nasi rodzice niż my :D

Pozdrawiam, i życzę udanego wypoczynku!
A.

piątek, 19 lipca 2013

Wycieczki wakacyjne ;)

Dziś post o braku twórczości, a raczej o miejscach, dzięki którym wena we mnie kiełkuje ;) Ostatnio mam ogromne parcie na zamykanie wszystkiego w słoikach. Wekuje wszystko co się da! Na razie mam zachomikowane słoiczki z miodem z mniszka lekarskiego, dżemy z czerwonej i czarnej porzeczki. Dwa dni temu miałam ogromną ochotę na jagody, ale nie na jedzenie ich, tylko zbieranie :P Po prostu mój organizm przyzwyczajony jest, że co roku jestem na wsi i zbieram tam dzień w dzień jagody! A z nich ciocia wyczarowuje jagodzianki, pierożki i inne cuda. Tym razem niestety musiałam zadowolić się "miastowymi" leśnymi jagodami. Zabrałam więc Bigosa i udaliśmy się na jagodobranie ;) Z początku Bigos czerpał radość z wolności jaką mu dano, później jednak doszedł do wniosku, że sprawdzi co ta Pani takiego dobrego zbiera z tych krzaków. I tak oto mój mądry piesek obżerał mi krzaczki z jagód, a później wyjadał je z koszyka ;)
Popatrzcie, jak po jagodobraniu wyglądał mój pomocnik.


Najpierw musiałam "obrać" go z pajęczyn i ogromnej ilości rzepów, dopiero później zabrałam się za przetwarzanie moich 2kg jagód, z których powstały konfitury. Wiecie..wyprowadzam się od mamusi we wrześniu, stanę się żoną, więc muszę dbać o zdrowe zimowe zapasy ;) Za to mój narzeczony pęka ze śmiechu. Dziś na przykład pochwaliłam się, że dostałam od sąsiadki ooogromne ilości mięty, i usłyszałam w słuchawce "Skarbie i co z nich zrobisz, dżem?" - wiele się nie pomylił. Powstanie z niej syrop miętowy i miętowo-jabłkowy, choć na początku w zamyśle miałam zasuszenie jej na późniejsze parzenie herbaty.

No dobrze, na dzień dzisiejszy nie zrobiłam już nic "słoikowego", mam natomiast na swoim koncie wycieczki - oczywiście z przygodami, a jak by inaczej. Jakiś czas temu zabrałam Młodego (brata) i Bigosa na wycieczkę do Karsiborza (wieś na jednej z wysp, na których leży Świnoujście). Wycieczka miała na celu zwiedzenie ostoi ptaków. Zostawiliśmy samochód na parkingu i ruszyliśmy na łono natury :)





Doszliśmy do wieży widokowej.

 I postanowiliśmy pójść dalej, szlakiem podróżników ;) Mijaliśmy konie na łące..


..i krowy..

 które jak tylko zobaczyły Bigosa, zaczęły biec w naszą stronę!


Tak oto szliśmy, w iście wiejskiej atmosferze..szliśmy, i szliśmy...i szliśmy już 2 godzinę dość wartkim tempem a droga ciągnęła się hen daleko. Bigosowi łapy odmówiły posłuszeństwa, położył się i zaprotestował. Nałożyłam więc swoją koszulkę na jego czarny łepek, żeby nie dostał udaru słonecznego, wzięłam go na ręce i szliśmy dalej w naszą wędrówkę.
Tak wyglądał mój dzielny komandos ;)


Trochę się zgubiliśmy na tej naszej wyprawie..szliśmy przez chaszcze, i po 3 godzinach doszliśmy do cywilizacji :D Zafundowałam chłopakom taką wyprawę, że stwierdzili (przynajmniej mój brat, ale sądzę, że i pies się pod tym podpisze), że nigdzie więcej ze mną nie idą, jeśli ja mam to organizować :D
Dziś natomiast, brat zrewanżował się i zabrał mnie na wycieczkę rowerową do Niemiec do Kamminke. Nie zgubiliśmy się nigdzie - chociaż lepiej w cywilizacji niż w buszu ;) Ja natomiast zakochałam się w tej małej mieścince. Domki pokryte strzechą, z okiennicami - typowo wiejskie, uliczki wąskie wybrukowane, górki, i niesamowite widoki na pola, łąki i lasy ;) To jest to, co lubię najbardziej! Niestety nie wzięłam ze sobą aparatu, ale nie mogłam powstrzymać się, od zrobienia telefonem foty domku, który mógł by być mój - ojjjj mógł by ;)



i dorzucę jeszcze zdjęcie starego młyna


Tak sobie właśnie bumeluje, a twórczość moja stoi w miejscu. Zrobionych mam wiele rzeczy, ale muszę je sfotografować, żeby móc Wam pokazać.
Teraz już kończę. Życzę spokojnego i słonecznego dzisiejszego dnia - gdyż już po 12 ;) oraz dobrej nocy i kolorowych snów!

A.

czwartek, 27 czerwca 2013

Torebeczki dla drobnych Panienek

Dni płyną, a ludzie mnie wciąż pytają "jak tam przygotowania do ślubu?, stresujesz się?". Otóż, nie stresuje się a przygotowania do ślubu nikłe. Znaczy się - sukienka już jest i wizja na całą resztę. Tak więc JA - wizjonerka, przegrzebuję internet w poszukiwaniu osób które są w stanie spełnić moje wizje :D Maaatko jak to brzmi..jak gdybym była księżniczką na ziarnku grochu - zapewniam, nie jestem ;) Tak czy inaczej, dziś chciałam pokazać dwie torebeczki dla małych, zdaje się, cztero-letnich dziewczynek. Mam nadzieję, że dzięki temu, że ujrzą dziś światło dzienne, poprawi się jakoś ta monotonna, deszczowa pogoda. Takie wiecie, odczarowywanie złej pogody. Taka mała wiedźma ze mnie ;)
Zapraszam do oglądania.

Hipcio ;)





Misiaczek ;)



Miłego wieczoru
A.

wtorek, 4 czerwca 2013

Wiosennie - kwieciście

Tak jak obiecałam tak też czynię - przedstawiam Wam mój nowy wyrób - kwieciste bransoletki i kolczyki. Zanim jednak pokaże Wam zdjęcia, trochę popiszę o tym i o tamtym ;) Kojarzycie może serial "Nad rozlewiskiem"? Uwielbiam go oglądać - nie tylko dla samych widoków, ale także odpowiada mi niezwykle wiejska, rodzinna atmosfera bijąca wprost z ekranu ;) Od dawna wiedziałam, że serial ten powstał w oparciu o opowiadanie Pani Małgorzaty Kalicińskiej. Jednak dopiero niedawno postanowiłam udać się do biblioteki i wypożyczyć ową książkę. I bardzo dobrze zrobiłam! Ponieważ czytając ją przenoszę się poniekąd w czasy dzieciństwa - na wieś. Jest to jak najbardziej godna polecenia lekka, pełna rodzinnego ciepła historia z opisami przyrody. Czytając ją widzę, o czym autorka pisze, słyszę, dźwięk ptaków zza okna pensjonatu nad rozlewiskiem. Niezwykle relaksuję się przy niej i czytam ją we wszystkich wolnych chwilach! Tak więc polecam ją wszystkim, którzy tkwią w mieście a tęsknią za wsią, ale również i tym którzy ze wsią nigdy nie mieli nic wspólnego. Ależ się rozmarzyłam..wracając do rzeczywistości, jakiś czas temu ja i mój Towarzysz życia zostaliśmy szczęśliwym wujostwem..hehe śmiesznie brzmi to wujostwo ale chyba to poprawna forma - jeśli nie - wybaczcie, jestem dopiero początkującym pedagogiem. I tak oto chciałam Wam się pochwalić naszą maluteńką Kruszynką - Magdalenką. Na zdjęciu Ja, dumny Ojciec Chrzestny i Madzia ;)


A teraz przedstawiam Wam Madzię, bo na poprzednim zdjęciu widać tylko jej rączkę ;)
  


 A tu Nasz mały Spiskowiec knuje przez sen, jak by tu wyssać z mamy więęęęęęcej mleczka!!!!


Wybaczcie, nie mogłam się powstrzymać! Zupełnie straciłam głowę dla tego maleńkiego człowieczka! Zawsze, gdy przechodzę koło działów z ubrankami dziecięcymi szperam za słodziuteńkimi sukienusiami dla Niej ;)
A teraz do sedna.

Komplet numer 1
 duże fioletowe kwiaty




Komplet numer 2
małe czerwone kwiatki



Komplet numer 3
małe czerwone kwiatki z ptaszkami
 

  
 
Komplet numer 4
małe fioletowe kwiatki
 


Komplet 5
małe niebieskie kwiatki z ptaszkami
(kolczyki bez ptaszków, bransoletka z ptaszkami)






I na sam koniec dwie odosobnione bransoletki



Uuuuch trochę długi wyszedł ten post, ale przynajmniej będzie co czytać i oglądać ;)

wiosenne pozdrowienia
A.
 

piątek, 31 maja 2013

O Matko coś mi nie idzie - czyli jak nadrobć ponad miesiąc ciszy

Wybaczcie, wybaczcie, wyyybaczcie!! Coś nie idzie mi to pisanie bloga. W moim życiu króluje kompletny brak zorganizowania w każdej dziedzinie życia. Dobrze, że chociaż do pracy docieram na prawidłową godzinę..W Świnoujściu praca, a w weekendy Szczecin i remont, REmont, REMont, REMONT!!! Ogrom pyłu, z którego powoli wyłania się urocze gniazdko oczywiście w stylu wiejskim :) Salon wyremontowany, łazienka już prawie skończona, teraz kuchnia, na którą zupełnie nie mam pomysłu. Może inaczej - pomysłów mam aż zanadto i nie wiem na co się zdecydować..Na razie wymyśliłam tylko, że za kuchenny stół do śniadaniowych posiedzeń posłuży nam stary magiel.
I tak oto chaos zagościł w mojej głowie i życiu. Mam nadzieję, że jak już skończymy wić nasze gniazdko i weźmiemy ślub, to moje wpisy na blogu będą regularne..Mimo wszystko moja działalność artystyczna dalej trwa! I tak oto w długi weekend odbył się jarmark w Bartoszewie. To taka mała miejscowość pod Szczecinem. Trafić do niej można kierując się w stronę Głębokiego. Miałam przyjemność rozstawić swe skromne stanowisko, które prezentowało się o tak ;) :




A ta oto sala to część Karczmy Bartoszewo, w której organizowana była cała impreza. I bardzo chcę Wam polecić ten właśnie lokal! Ma GENIALNY rustykalny klimat!!! Z resztą sami popatrzcie!













I oczywiście jest pyyyyyyszne jedzonko! Więc zapraszam serdecznie w letnie wieczory do Pani Bożenki - właścicielki Karczmy.
A już wkrótce obiecuję, że pokażę bardzo letnie, kolorowe kwieciste bransoletki i kolczyki wykonane z modeliny FIMO.

PS: Postaram się pisać do Was częściej!!!!

Pozdrawiam
A.